• Wpisów:6
  • Średnio co: 192 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 11:40
  • Licznik odwiedzin:1 469 / 1345 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zacznę od tego, że dostałam go w prezencie wraz z masłem do ciała z tej samej serii. Kosmetyki "Granat" mają bardzo zbliżony zapach (nawet pilling do stóp i krem do twarzy, które udało mi się przetestować ). Zapaszek ten określiłabym jako nuty kwiatowo-owocowe. Z pewnością nie przypomina mi granatów, a tak się składa, że te owoce są moimi ulubieńcami.

Plusy:
- ciekawy, niebanalny wygląd. Udało mi się przetestować różne pillingi do ciała (żelowe, solne, cukrowe, a także typowo sproszkowane-suche), jednak nigdy jeszcze nie spotkałam się z podobną formułą, tak jak opisała to poprzedniczka - ten pilling wygląda niczym pudełko sorbetu z czerwonych owoców, takie galaretowato-oleiste coś inaczej rzecz ujmując, to kolorowe drobinki cukru + oliwka dla niemowląt + maleńkie drobinki brokatowe + prawie niewidoczne drobinki koloru czarnego (podobno to miały być pestki granatów, o ile mi wiadomo granat nie ma czarnych pestek, tak więc... ),
- zapach - trudno go określić, ale ciężko go nie pokochać... szkoda tylko, że znika wraz z wodą spod prysznica,
- ładne pudełeczko, wykorzystałam je po zużyciu pillingu do przechowywania biżuterii

Minusy:
- choć nie jest rzadki, przecieka między palcami. Stosowałam go na wszelkie sposoby, na suchą skórę, na mokrą skórę, gdy woda lała się strumieniem, gdy woda była zakręcona - bez różnicy, pilling jeszcze zanim zostanie nałożony na ciało, paćka całą łazienkę - ciężko go wydobyć z opakowania, by nie stracić choćby odrobiny kosmetyku,
- błyskawicznie się rozpuszcza - jestem fanką dłuugich masaży pod prysznicem, do tej pory najczęściej używałam do tego gąbki antycellulitowej Syreny, ale nie przestaję testować pillingów, 15 minut to dla mnie minimum, a tu po minucie pilling całkowicie się rozpuszcza...
- drobinki są na tyle drobne, że prędzej łaskoczą niż coś złuszczają, nie widzę żadnej różnicy przed i po pillingu, a szkoda, bo Bielenda ma w swoim gronie dobre zdzieraki (mam tu na myśli pilling zielony Eco Care),
- mimo pozornie oleistej konsystencji, nie czuć po jego użyciu żadnego nawilżenia...
- wydajność - przez to, że nie czuję żadnego złuszczania naskórka oraz, że pilling błyskawicznie się rozpuszcza, nanoszę go i nanoszę, a z opakowania wciąż ubywa... tym oto sposobem tak wielki słoik wystarczył mi zaledwie na 5 kąpieli całego ciała oraz 3-krotne zastosowanie go na stopy (tu również się nie spisał, a tarłam nim stópki przez 20min),
- cena - chyba sobie producent żarty robi, nawet tego nie skomentuję,
- od pillingu z avocado odróżnia go jedynie kolor i zapach - marność nad marnościami.

  • awatar aguka89a: z bielendy fajny jest wyszczuplający peeling solny polinezja spa. uwielbiam go.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mój pierwszy krem do stóp tej marki i od razu dobry wybór, jestem zadowolona .

Przede wszystkim zachwalać należy jego wyjątkowo szybka wchłanialnosc. Ma to istotne znaczenie szczegolnie w przypadku pielegnacji stop. Nie wiem jak innym, ale mnie sie zdarza chodzic po domu bez kapci i bez skarpet, co sprawia, ze ryzyko poslizgu swiezo pokremowana stopa jest ogromne (nawet mi sie raz zdarzylo, na szczescie nie z tym kremem, ale uderzylam sie wtedy w glowe i skutki uderzenia odczuwalam przez kilka dni). Tutaj wystarczy kilka krotkich minut i stopa jest miekka, nawilzona, a co najwazniejsze sucha! Oczywiscie mozna uzywac kremu tylko na noc (sama tak z reguly robie), ale przy tym nie ma obaw, ze po nakremowaniu stop, przez nastepne pol godziny, bedziemy uziemieni w pozycji siedzacej/lezacej, badz zostaniemy zmuszeni wlozyc skarpetki.

Przechodzac do innych zalet, bardzo podoba mi sie, ze:
+ przepieknie pachnie, jak szarlotka
+ ma bardzo dobra konsystencje: nie jest rzadki, wiec sie nie leje, nie jest tez ciezkim maslem
+ rewelacyjnie nawilza! Stopy sa wyjatkowo mieciutkie, gladkie w dotyku. Mam czesty problem z suchoscia skory na pietach, szybko bywa szorstka i nieprzyjemna w dotyku. Krem Balei calkowicie to wyeliminowal. Jedyne, czego oczekiwalam dodatkowo, a nie otrzymalam (nie wiem skad w ogole mialam takie oczekiwania, skoro producent nic takiego nie obiecuje), to ze krem usunie moj zrogowacialy naskorek i nie bede musiala uzywac dodatkowo pumeksu. Poza domem non stop chodze na obcasach i niestety po wygladzie moich stop, mozna to od razu dostrzec. Od tego sa jednak specjalne kremy, wiec nie obnizam oceny, bo jego zdolnosci nawilzajaco-regenerujace sa boskie!
+ opakowanie: tubka stojąca na zamknięciu
+ cena: 1,95 euro
+ producent radzi, by używać kremu 2 razy dziennie, ale już jednorazowe zastosowanie przynosi ogromne efekty
+ szybko się wchłania
+ nie zawiera sztucznych barwników
+ pojemność 100ml (choć to niestety wcale nie oznacza, ze jest wydajny, mój się szybko skończył
Podsumowując:
Uwielbiam <3, to najlepszy krem nawilżający do suchych stop, jakiego dotychczas używałam.
 

 
Najpierw nabyłam masło czekoladowo-pistacjowe z tej serii. Oczarowana zapachem, konsystencją i jakością produktu, wiedziałam że to tylko kwestia czasu kiedy zakupię to mleko do kąpieli. I tak się stało, więc teraz jestem szczęśliwą posiadaczką obydwu czarujących kosmetyków.
Ale do rzeczy, czyli do mleka.
Ma łagodniejszy zapach niż masło, (to wiadome biorąc pod uwagę konsystencję), ale równie smakowity.
Jest dosyć płynny, ma barwę jasnobrązową.
Oraz przyjemną dla oka butelkę, przez którą pod światło widać ile pozostało kosmetyku. Jednakże ciągle się obawiam, że jego plastikowe zamknięcie lada chwila się oderwie.
Używam go zarówno do szybkiego prysznica jak i dłuższej kąpieli w wannie, i do obydwu czynności produkt się świetnie nadaje.
Zatem spełnia 2 funkcje - jako żelu pod prysznic i jako płynu do kąpieli w wannie. Piana jest, bąbelki są, oraz zapach unoszący się w łazience. Nie zauważyłam żeby nadawał kolor wodzie - trochę szkoda jak dla mnie, ale dzięki temu nie brudzi wanny.
Zdecydowanie poprawia humor, dzięki tej czekoladzie... lepiej się kąpać w płynie o tym smaku, niż połknąć tabliczkę czekolady dla wydzielania endorfin
Co do pielęgnacji ciała - tutaj jestem trochę zawiedziona. Mógłby lepiej nawilżać, bowiem wydaje mi się, ze moja skóra jest po nim dość niedopieszczona.
W skrócie:
+ piękny zapach na 1 miejscu
+ odpowiednia konsystencja pasująca do słowa mleko
+ idealny jako i żel i płyn
+ nie ma uczucia ściągnięcia skóry
+ nie powoduje podrażnień
+ nie brudzi wanny mimo swojej barwy
+ nie pozostawia lepkiego filmu na skórze
+ po prostu zachęca do kąpieli
+/- trochę wygładza, jednak nie zbyt wiele
+/- nie dokładnie nawilża, moim zdaniem wskazany jest po nim balsam/mleczko/masło do ciała
+/- cena 16 zł, i tak i nie, chętnie zobaczyłabym go na promocji
- zapach nie utrzymuje się na skórze długo. jest wyczuwalny podczas kąpieli i chwilę po niej, później się ulatnia i nie ma po nim śladu.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Był to mój drugi w życiu eyeliner, jaki kiedykolwiek posiadałam. Pierwszy podkradłam mamie, więc można powiedzieć, że ten z Essence to mój pierwszy pierwszy.
Wybrałam go głównie ze względu na markę i niską cenę oraz ciekawostkę posiadania dwóch pędzelków w jednym flamastrze.
Powiem tak: 2 in 1 będą chyba dla mnie zawsze wielką ciekawską, a zarazem okropieństwem. Kiedy eyeliner zaczął się kończyć to zaczęłam go stawiać w rogu koszyczka, by resztka tuszu spłynęła w dół, także ta druga strona była kompletnie mi nie potrzebna, a przecież kupiłam eyeliner z dwoma pędzelkami...
Co do końcówek to jestem rozczarowana. Od czasu tego eyelinera miałam styczność już z wieloma innymi. Ten krótszy jest po prostu za krótki i nie nadaje się (jak było napisane) do grubszych kresek i mimo wielu prób wolałam używać dłuższego. Za to dłuższy... KATORGA. Dosłownie. Na początku świetnie, ale z czasem pędzelek zaczął się rozciapirzać, jakbym go poharatała nożyczkami. Nie mogłam wykonać porządnej kreski, żadnej "jaskółki", wyciągnięcia.
A kolor... Cóż, wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, że mam tłustą powiekę, więc nic wcześniej na nią nie kładłam poza eyelinerem. Po kilku godzinach końcówka (wywinięcie) znikało lub było tak jakby połamane. Głębia czerni to to nie była, tuż po aplikacji była bardzo ładna, po kilku godzinach ciut wyblakła, ale wtedy mnie to satysfakcjonowało. Teraz pewnie nie.
A opakowanie? Dobre. Nie połamało się, nie zarysowało, napisy pozostały, a podróżowałam z nim!

Podsumowanie:

+ cena
+ dostępność
+ trwałość opakowania

- trwałość
- blaknięcie
- okropne końcówki



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Posiadam kolor Fluorescent Pink (bez drobinek), który jest bardzo jaskrawy ale ja właśnie tak lubię Ogólnie wolę używać szminek niż błyszczyków ale ten spełnia obie role. Po nałożeniu mamy kolor i blask ale gdy np. coś zjemy kolor pozostaje i wygląda na ustach jak szminka. Kolor można też zmatowić przykładając do ust chusteczkę Poza tym nie klei się jak niektóre błyszczyki czego nienawidzę. Jego główne zalety to trwałość i niska cena. Niedługo wypróbuję też koloru Orange Crush.

+ Ładnie wygląda na ustach
+ Śliczny zapach
+Wygodna apilkacja
+ Fajna konsystencja, nie klei się
+ Zgrabne opakowanie
+ Przystępna cena
+Utrzymuje się długo na ustach